Szukaj

jakto.co - Portal dziennikarstwa społeczno-kulturalnego.
Dodano przez: advo

fot. Przyjaciel dzwoni do przyjaciela - Stary, za 8 miesięcy zostanę ojcem! Będę mieć syna! - Świetnie, jak go nazwiecie? - Józio, po dziadku. - Ładne imię. Gratuluję rozpoczęcia projektu "Józio". Oby zakończył się sukcesem! Projekt "dziecko", projekt "związek idealny", "ślub" czy "szczęśliwe małżeństwo".

 
Przypisana kiedyś do sfery zawodowej projektomania rozpanoszyła się już we wszystkich obszarach naszego życia. Dziś każdy z nas jest menedżerem projektu "ja". Myślimy o swojej egzystencji w sposób linearny i zadaniowy. Szukamy optymalnych ścieżek dojścia do założonych celów. Szacujemy ryzyka, ale nie chcemy ponosić i doświadczać porażek. Projektujemy i planujemy czas wolny, rozwój dzieci, prognozujemy ryzyko zepsucia się pralki i ewaluujemy zaangażowanie partnerów. Szukamy mierzalnych wskaźników szczęścia i sukcesu.

Zewsząd atakują nas kamienie milowe, fazy, strategie działania, cele krótko- i długoterminowe. Precyzyjna struktura naszej codzienności zaczyna przypominać perfekcyjną podstawówkową rozprawkę – musi mieć wyraźnie zaznaczony wstęp, środek i zakończenie. 


Czy życie może być jak projekt? Ma potencjał. W końcu każde zakończy się śmiercią, więc mamy motywujący punkt dojścia i cel ostateczny. A co z resztą czasu pomiędzy narodzinami a zgonem? Ano trzeba je czymś wypełnić. Najlepiej wieloma innymi projektami! Gorzej, jeśli któregoś dnia obudzimy się z kamieniem u szyi zamiast kolejnego przekroczonego kamienia milowego w naszym biogramie…

W tym życiowym konkursie na najlepszy projekt straciliśmy z oczu inne słowo na literę P – proces. Niestety proces nie jest już tak sexy jak projekt. Z trudem daje się upchnąć w elastyczny nawet algorytm i nieraz generuje błędy. Projekty o jasnej i określonej procedurze znakomicie redukują lęk egzystencjalny, zajmują czas i umysł. Proces zamiast przynosić pewność, obnaża i odsłania. Czasami pędzi, czasami zawraca, niekiedy staje jak wryty. Niepokoi, ciekawi, cieszy, smuci, irytuje i złości. Wystawia nas na działanie emocji i domaga się autorefleksji. Bardzo często nie ma zegarka, laptopa i kalendarza. Nie zna się na mapie, nie czyta drogowskazów. I nie wierzy w powiedzenie, że czas to pieniądz.
Zachodnioeuropejski rytm i etos pracy sprawił, że wszystkie dziedziny życia najchętniej oglądalibyśmy przez pryzmat prawideł optymalizacji projektu. Takie mamy też oczekiwania wobec rozwoju osobistego czy usług psychologicznych. Krótkoterminowe rozwiązania, błyskawiczny format mentalnego dysku i wgranie nowego, bardziej funkcjonalnego oprogramowania. Byle szybciej, byle do przodu. Jak grzyby po deszczu powstają kolejne wersje terapii krótkoterminowych.

Sama jestem zwolenniczką rozwiązań efektywnych i kompleksowych. Czasami jednak warto się zatrzymać i uczciwie zadać sobie pytanie – czy tego właśnie potrzebujemy? Kolejnych sztywnych ram projektowych z bodźcem czasowym? Szybkiego i bezbolesnego przeprogramowania? Nowej nieskazitelnej tożsamości, nowego wykrochmalonego ja?
Czy transformacja historii osobistej koniecznie musi znaczyć, że już następnego dnia po pierwszej sesji zobaczysz w lustrze perfekcyjnego pana domu i triumfującą kobietę biznesu? Głęboko wierzę, że już niebawem znajdziemy w mózgu strukturę, której podrażnienie spowoduje kompletny reset systemu. Kolejny triumf wszechobecnego projektu. A może nie chodzi o to, żeby mieć nowe ja, które w sposób optymalny zareaguje na wszystkie życiowe sytuacje. Może wystarczy bardziej świadome. Takie które, gdy uruchomi się określona, stara reakcja, będzie wiedziało jak zminimalizować koszty i jak przełączyć się na nową interpretację, nowe zachowanie, nową odpowiedź emocjonalną. Ale z całą świadomością, że stara występuje lub może wystąpić i nie jest to nic strasznego.

The gift of imperfection. The gift of being a human. Oczywiście możemy się zaprojektować. Od góry do dołu. Wzdłuż, w poprzek i wspak. Będziemy żyć w świecie estetycznie zaprojektowanych pewności. Zrezygnujemy tylko z przygody i ekscytującego dreszczyku nieznanego. Wyrzucimy do śmieci te odłamki niepewności, które czynią nasze życie pełnym niezwykłych niespodzianek i cudownych zaskoczeń. Miłość, przyjaźń, twórczość, radość, odpoczynek – na wszystko znajdziemy formułę.
 
A życie będzie kolejnym, krok po kroku zaplanowanym projektem do zamknięcia. Z bardzo nieuchronnym deadlinem.

Artykuł z bloga psychologicznego www.agathos.blox.pl

Zobacz również

  • Fizyka Różowego Królika
    Fizyka Różowego Królika
    O szkole mówi się często w kontekście problemów. Autorzy proponują przyjrzeć się pani Beacie Charycie Galas z innej perspektywy. To nauczycielka fizyki z...
    szkoła, nauczyciel, fizyka
    4

    Fizyka Różowego Królika

    O szkole mówi się często w kontekście problemów. Autorzy proponują przyjrzeć się pani Beacie Charycie Galas z innej perspektywy. To nauczycielka fizyki z powołania, która wie czego chce nauczyć młodych ludzi i wie, że fizyka jeszcze nikogo nie zbawiła. Że są w życiu ważniejsze rzeczy i potrafi z uczniami rozmawiać. Słowo rozmawiać jest tu kluczowe. 
    Dodano przez:
  • Granice
    Granice
    Reportaż z projektu: Razem-Świadomie-Skutecznie w którym wzięła udział młodzież Polski i Białorusi.
    Białoruś, projekt, serduszko...
    9

    Granice

    Reportaż z projektu: Razem-Świadomie-Skutecznie w którym wzięła udział młodzież Polski i Białorusi.
    Dodano przez:

Zgłoś naruszenie zasad

Naruszenie(podaj link):
Email:
Opis naruszenia
Wpisz wynik działania 2+2*2
Wyślij
jakto.co na Facebook